On this evidence and with the help of a Renaissance hair-stylist, Graham-Dixon comes to the conclusion that the two paintings – the famous Mona Lisa and her missing counterpart – live in one panel. This ‘discovery’ has made world news. ‘These revelations will change everything we thought we knew about history’s most enigmatic art
"Mona Lisa z wąsami". Słynne dzieło w wersji dadaistycznej - Polskie Radio A major collection of Marcel Duchamp goes on view at the Hirshhorn - The Washington Post Three Encounters with Marcel Duchamp – The Brooklyn Rail - Brooklyn Rail Leonardo da Vinci’s Mona Lisa: Stolen from the Louvre in 1911 by - The Washington Post
Dáma na obraze se ve skutečnosti nejmenovala Mona Lisa. V roce 2005 našli vědci na okraji staré knihy poznámku, která prozrazuje identitu tajemné dámy. Jmenovala se Lisa del Giocondo a žila mezi lety 1479–1542. Pocházela z bohaté rodiny žijící ve Florencii. Obraz si u umělce objednal její manžel Francesco del Giocondo.
Isleworth Mona Lisa. The Isleworth Mona Lisa is an early sixteenth-century oil on canvas painting depicting the same subject as Leonardo da Vinci's Mona Lisa, though with the subject ( Lisa del Giocondo) depicted as being a younger age. [1] The painting is thought to have been brought from Italy to England in the 1780s, [1] and came into public
Mrs. Bloch-Bauer died young (43) unexpectedly, likely of meningitis, in 1925. In her will she asked that two Klimt portraits of her and other art be left to Austria upon her husband’s death. But
The Mona Lisa is a likely a portrait of the wife of a Florentine merchant, and so her gaze would have been meant for her husband. For some reason however, the portrait was never delivered to its patron, and Leonardo kept it with him when he went to work for Francis I, the King of France. The Mona Lisa ‘s mysterious smile has inspired many
.
Ciężko jest zliczyć teorie związane z tym, co znajduje się na Księżycu i tym jak ostatecznie przebiegły misje Apollo. Chociaż nieustającą popularnością wciąż cieszy się teoria, że Amerykanie nigdy na Srebrnym Globie nie wylądowali i mamy do czynienia z jedną wielką mistyfikacją, to warto zapoznać się także z innymi powodem przerwania jawnych badań Srebrnego Globu były między innymi manifestacje obcych cywilizacji, które usiłowały zniechęcić Amerykanów do kontynuowania tych wypraw. Ale najważniejszą przyczyną ukrycia przed opinią publiczną pozostałych misji Apollo było prawdopodobnie odkrycie na Księżycu wraków nieznanych statków misji Apollo 15 po ciemnej stronie Księżyca w rejonie Delporte-Izsak, sfotografowano 2 obiekty nieznanego pochodzenia. Jeden z nich przypomina statek “Skrzydło X” z Gwiezdnych Wojen, podejrzewano więc, że może to być rozbity lub porzucony pojazd ciągu ostatnich kilku lat tematyka Księżyca zdaje się ponownie zyskiwać na znaczeniu. Z jednej strony przypomniała sobie o nim kultura popularna między innymi za pośrednictwem filmów „Apollo 18” i „Iron Sky”, równocześnie jednak koncepcje powrotu na ziemskiego satelitę zostają ponownie odgrzebane przez rządy kolejnych państw i firmy zaawansowane wydają się być projekty finansowane przez rząd japoński, który deklaruje, że już w 2030 roku na Księżycu powstanie pierwsza, w pełni zrobotyzowana baza kosmiczna. Obok nich trwa wyścig w konkursie Google Lunar X Prize gdzie na nagrodę w wysokości 20 milionów dolarów może liczyć pierwszy prywatny zespół, który na powierzchni satelity umieści sprawnego łazika i prześle na Ziemię zdjęcia wysokiej właśnie z tego powodu NASA postuluje utworzenie na Księżycu tak zwanych „no fly zones” czyli stref, nad którymi nie wolno będzie latać. Oficjalnym powodem jest ochrona miejsc, w których po raz pierwszy człowiek postawił stopę, cała sprawa wydaje się być jednak o wiele bardziej podejrzana. Zwraca się bowiem uwagę na możliwość istnienia na Księżycu struktur obcego pochodzenia, które agencje rządowe chcą ukryć przed sierpnia 1976 roku na południowy zachód od krateru Delporte po niewidocznej stronie Księżyca stanął lądownik, w którego wnętrzu znajdowali się członkowie wspólnej, sowiecko-amerykańskiej wyprawy „Apollo 20”, William Rutledge, Leona Synder oraz Aleksiej Leonow. Celem misji było zbadanie wielkiego obiektu w kształcie cygara sfotografowanego jeszcze przez ekipę Apollo 15. Odkrycie tej tajemniczej konstrukcji było na tyle istotne, że władze USA zdecydowały się zaprosić ZSRR do udziału w misjach Apollo i wspólnie dokonać niezbędnych może się wydać zaskakująca. Misja Apollo oficjalnie została zakończona na locie numer 17, który opuścił powierzchnię ziemskiego satelity 14 grudnia 1972. Miał to być ostatni raz do dnia dzisiejszego, kiedy człowiek stąpał po Srebrnym Globie. Ze względu na cięcia budżetowe kolejne loty zostały wstrzymane i program Apollo został zamknięty, jednak zdaniem mieszkającego obecnie w Rwandzie Williama Rutledge’a dowódcy wyprawy Apollo 20 program został po prostu utajniony i doszło do jeszcze trzech kolejnych lądowań misji Apollo 18, 19 i 20. On sam miał być uczestnikiem ostatniej z Lisa EBEWedług Rutledge’a badany przez nich obiekt był ogromnym statkiem kosmicznym, którego wiek oceniono na około 1,5 miliarda lat. Wokół statku znajdowało się „miasto” – tajemnicza, prawie zupełnie zrujnowana konstrukcja niewiadomego pochodzenia. W samym pojeździe członkowie wyprawy znaleźli ślady roślin a także zwłoki dwóch istot pozaziemskich. Ciało jednej z nich, nazwano „Mona Lisa EBE” EBE (Extraterrestrial Biological Entity – pozaziemska istota biologiczna), była humanoidem płci żeńskiej wzrostu 1,65 do jej palców i oczu przytwierdzone były różnorakie urządzenia, stwierdzono, że najprawdopodobniej była pilotem. Co ciekawe pomimo upływu czasu jej ciało było w tak dobrym stanie dobrym stanie, że można było dokonać niezbędnych pomiarów. Zwłoki drugiego członka załogi były o wiele bardziej zniszczone, jednak na Ziemię udało się zabrać jego Rutledge’a miały zostać przez niego ujawnione między innymi w wywiadzie, jakiego udzielił w maju 2007 roku. W sieci umieścił on również niektóre nagrania z wyprawy na Księżyc, możemy tam zobaczyć między innymi „Mona Lisę”. Zdaniem Rutledge’a jeszcze przez wrześniem 2007 roku rząd USA ujawni informacje o odkrytym na Księżycu statku kosmicznym. Jak traktować słowa Rutlege’a? Czy jest on tylko kolejnym, szukającym rozgłosu mitomanem? Krytycy jego rewelacji wskazują na fakt, że misje Apollo bardzo trudno byłoby zachować w tajemnicy, zważywszy, że przy obsłudze każdego lotu pracować musi co najmniej 300 osób. Tym trudniej byłoby ukryć start rakiet Saturn V wynoszących lądowniki Apollo na orbitę. Również film pokazujący badanie ciała „Mona Lisy” wydaje się być fałszerstwem. Gdy uważnie przyjrzymy się nagraniu zobaczyć możemy, że na znajdujące się tam osoby działają siły grawitacji. Z drugiej jednak strony na Księżycu również jest grawitacja, chociaż o wiele słabsza. Mona Lisa i fałszywka na zlecenie NASAThierry Speth (duchowy uczeń Kubricka, mason, specjalista od dezinformacji) – Francuzki awangardowy artysta na zlecenie NASA wykonał para dokumentalny (dezinformacyjny) film o misji Apollo 20. Film został zmontowany z oryginalnych materiałów dostarczonych przez NASA w 2006/7 sprawa była szyta grubymi nićmi artyście dostarczono komplet materiałów z misji, oraz oryginalny sprzęt używany przez astronautów… NASA wyłożyła również pieniądze na wynajęcie studia oraz aktorów, pokryła również koszty medialnego show w prasie i rolę Mona Lisy otrzymała aktorka: Mathilda May. Całość akcji medialnej koordynowana była przez hakera widmo, którego nie udało mi się zlokalizować posługuje się on nickami : aalenia lub @@leni@ i można go połączyć z nazwiskiem analizie filmu można dopatrzeć się wielu niedoskonałości łącznie z podmienioną tablicą nawigacyjną kapsuły Apollo 20. W ujęciami widać też niedoskonałe wykorzystanie światła przez realizatorów tego dezinformacyjnego dezinformacyjne, iluzja rzeczywistości, fałszywe statki powietrzne, zamachy odciągając oczy ciekawskich od prawdziwych wydarzeń na ziemi,pod ziemią i w kosmosie…Dlaczego? Ponieważ wystarczy duża (igrzyska, tragedia, rewolucja, zamach, fałszywi terroryści…) rzecz postawiona przed twarzą człowieka, aby zasłonić mu wiele małych operacji tworzących realia współczesnego świata…Ten film jest przykładem dezinformacji,której elementy możecie także dostrzec w wyreżyserowanym przez Kubricka lądowaniu na popatrzmy tutaj wspólne cechy dzieła Kubricka (Mechaniczna Pomarańcza) i Mona Lisa – jest pewne użyte materiały i spójne dla dezinformacyjnych materiałów cechy każą przepuszczać, iż artyści, aby urzeczywistniać swoje wizje mieli wgląd (jako masoni) w kilka elementów prawdy … Można to wywnioskować po zastosowanym sprzęcie służącym rozwojowi techniki…Urządzenia służące do sterowania statkiem za pomocą czujników umieszczonych na twarzy i oczach, środki tortur oparte na multimedialnych technikach deprawacji i stymulacji podprogowej, pokazane przez Kubricka to tylko mały wstęp do pełnych symboliki filmów produkowanych przez Hollywood…Na zakończenie Sam Rutledge wskazuje na to, że wielu uczestników tajnych misji zginęło w tajemniczych okolicznościach, wciąż jednak żyje kilka osób, zarówno po stronie amerykańskiej jak i rosyjskiej, które były bezpośrednio związane z lotami. Wyraźnie stara się przekonać do swojej wersji wydarzeń publikując w sieci materiały związane z wyprawą i dokonanymi odkryciami. Czy czerpie on z tego jakiekolwiek korzyści, jeśli nie, po co by to robił?
Mona Lisa czyli jak zdobyć kobietę – takie ujęcie najsłynniejszego obrazu nie tylko Leonarda da Vinci, ale być może w całej historii malarstwa, przyszło mi do głowy, kiedy zastanawiałem, co jest przyczyną aż tak wielkiej popularności tego dzieła sztuki. Leonardem da Vinci zajmowałem się już dwukrotnie (zob. Diabeł na fresku Ostatnia Wieczerza Leonarda da Vinci oraz Leonardo da Vinci – obraz Pokłon trzech króli). Tematy tych dwóch dzieł były religijne – w odróżnieniu od samego artysty. W przypadku Mony Lisy sytuacja jest nieco podobna – powstała jedna z najbardziej rozpoznawalnych ikon kobiecości w naszej kulturze, mimo że sam Leonardo da Vinci osobiście raczej nie był zainteresowany kobietami. Mona Lisa czyli jak zdobyć kobietę – cały pomysł tego artykułu polegał na powiązaniu tajemniczego wyrazu twarzy Mony Lisy z tłem, na którym została ona namalowana. Mona Lisa, obraz Leonarda da Vinci, 1503 – 1506, olej na desce, 53 x 77 cm, Musée du Louvre Kup teraz: Mona Lisa, obraz na płótnie Mona Lisa, obraz Leonardo da Vinci Mona Lisa: podział postaci na część dolną i górną Młoda kobieta, tytułowa Mona Lisa, siedzi na krześle przy murowanej balustradzie tarasu, której górna krawędź, wyznaczająca złoty podział wysokości obrazu, dzieli jej postać na dwie części – górną, widoczną na tle krajobrazu, i dolną, oddzieloną murem od zewnętrznego świata. W części górnej wyróżnia się jasna twarz i rozświetlony dekolt, w części dolnej jasne są dłonie – lewa spoczywa na poręczy krzesła, a prawa leży na jej nadgarstku – ale sposób ich ułożenia jest taki, że nie chodzi tu wcale o ich wyeksponowanie, ale raczej o to, żeby zasłonić nimi łono. W ten sposób portret Mony Lisy pokazuje jej podwójność – jako żona należy do męża, jest jakby uwięziona za balustradą i pewna sfera jej życia zastrzeżona jest wyłącznie dla niego, ale jako kobieta ma ona też swoją do pewnego stopnia niezależną od tej roli indywidualność, do której jest znacznie szerszy dostęp, tzn. ma ten dostęp nie tylko jej mąż. Mona Lisa: być czyjąś żoną to dla mnie za mało Można, rzecz jasna, zapytać, który aspekt jest istotniejszy. To zależy, oczywiście, od indywidualności kobiety. Dla Mony Lisy z portretu, być może noszącej właśnie w łonie dziecko, które otrzyma nazwisko jej męża, istotniejsza wydaje się ta wolna kobiecość ukazująca się na tle krajobrazu. Efekt oczu patrzących zawsze na widza, bez względu na to, z której strony ogląda on obraz, w połączeniu z zagadkowym uśmiechem, będącym też kunsztownym trickiem malarskim, jest komunikatem, że Mona chętnie wymieni spojrzenie z każdym mężczyzną i wejdzie z nim w milczące porozumienie. Mona Lisa: woda – serce, do którego niełatwo trafić Woda, którą widać z tyłu jej głowy, symbolizuje uczucia. Czyichś uczuć nie można posiąść na własność, można co najwyżej kontrolować żonę, by nie szła za głosem serca, ilekroć tylko coś je poruszy. A dawać wyraz uczuciom można przecież w sposób subtelny, „niewinny”, niejednoznaczny, zauważalny jedynie dla ich adresata. Dostępu do wody bronią strome nadbrzeżne skały – to już nie jest balustrada mężowskiego tarasu, ale własne manewry obronne kobiety, która ceni się wysoko i nie chce stać się zbyt łatwą zdobyczą. Ale widać też krętą drogę, którą można dojść pomiędzy skałami do wody, choć tego dojścia na obrazie nie widać. Czyżby gustowała ona w konspiracji, a droga do jej serca była kręta? Mona Lisa: most – dojście, jakie miał mistrz Leonardo do Mony Lisy? Po prawej stronie obrazu widać dla odmiany most nad wodą. Są więc też oficjalne drogi dojścia do Mony Lisy. Zapewne malarz malujący jej portret mógłby z nią przebywać godzinami przez wiele tygodni i nie byłoby w tym nic niestosownego. A gdyby mu się ona podobała, to nie spieszyłoby się mu, żeby skończyć obraz. Mistrz Leonardo da Vinci malował ten raczej nieduży portret aż trzy lata. Czy temat tak go nudził, że nie mógł się zmusić do bardziej energicznej pracy, czy też, przeciwnie, działo się między nim a portretowaną coś ekscytującego, co szkoda było przerwać? Mona Lisa: welon – ta kobieta chyba nie lubiła dosłowności Jest jeszcze jeden element obrazu, na który warto zwrócić uwagę. Otóż Mona Lisa pokryta jest delikatnym, przezroczystym welonem, który dostrzec można zwłaszcza wokół jej głowy i na krawędzi włosów. Czy ma on jakieś symboliczne znaczenie? Myślę, że tak. Zapewne chodziło o to, żeby pokazać, że ta kobieta nie lubiła dosłowności, wolała, by wszystko było zawoalowane i aluzyjne.
Tajemnicą była... choroba? Dr Mandeep Mehra w liście do wydawcy prestiżowego naukowego pisma wydawanego przez Mayo Clinic w USA spekuluje, że znajdująca się na słynnym płótnie kobieta cierpiała na niedoczynność tarczycy. „Zagadka Mony Lisy może być wyjaśniona prostą medyczną diagnozą – pisze w liście lekarz kardiolog, który jednocześnie jest dyrektorem centrum leczenia chorób serca i układu naczyniowego bostońskim Brigham and Women's Hospital. W tym samym liście współautorka diagnozy, Hilary Campbell z Uniwersytety Kalifornijskiego w Santa Barbara dodaje: „to właśnie siła przyciągania niedoskonałości spowodowanych chorobą nadaje temu dziełu tajemniczość i urok”. Dzieło powstało w 1503 roku. Uważa się, że genialnemu wynalazcy i malarzowi zlecił je bogaty włoski kupiec Francesco del Giocondo. Poprosił o namalowanie portretu swojej żony, Lisy Gherardini, po tym jak urodziła mu dziecko. W 2004 część lekarzy przychylało się do hipotezy, że kobieta mogła cierpieć na rodziną hiperlipidemię, czyli wysokie stężenie lipidów we krwi. To genetyczna przypadłość, która może prowadzić do chorób serca. Teoria ta podpierana była analizą detali obrazu, takich jak skóra modelki oraz ułożenie jej prawej ręki, które ma wskazywać na chorobę. Nowy list Mehry i Campbell wskazuje na to, że wedle źródeł Gherardini żyła 63 lata. Gdyby cierpiała na hiperlipidemię raczej nie udałoby jej się osiągnąć takiego wieku. W tamtych czasach nie istniała na tyle zaawansowana medycyna by poradzić sobie z efektami choroby. Dlatego oboje skłaniają się ku innej interpretacji, wskazując na niedoczynność tarczycy. Hormony powstające w tym gruczole wpływają na metabolizm, a ich niedobór może prowadzić do różnych objawów: zmęczenia, przybierania na wadze, wysuszenia skóry, osłabienia mięśni, bólów, osłabnięcia włosów, bólów stawów i wreszcie hiperlipidemii. Dodatkowo choroba może prowadzić do powiększenia samej tarczycy, oraz zażółcenie skóry. Autorzy listy zwracają uwagę, że ta diagnoza zbiera razem wiele objawów, które można dostrzec na obrazie mistrza renesansu. Piszą także, że warto pamiętać o fakcie urodzenia przez kobietę dziecka. Ciąża może doprowadzić do wystąpienia hiperlipidemii. Wreszcie słynny uśmiech kobiety może być wynikiem osłabienia mięśni spowodowanego chorobą. Czy zatem dwójka badaczy wyjaśniła w pełni zagadki najsłynniejszego portretu świata? Nie, ponieważ nie można mieć całkowitej pewności o tym, że trafili z diagnozą. Kolor skóry kobiety można wytłumaczyć na przykład procesem starzenia się samego obrazu, a grymas efektem eksperymentowania malarza z techniką sfumato, która pozwalała kolorom na przenikanie się od ciemnych do jasnych bez wyraźnych granic. Źródło: Live Science
Wieść o zniknięciu malowidła włoskiego mistrza gruchnęła we środę 23 sierpnia 1911 r. Paryski dziennik „Le Matin” na pierwszej stronie zamieścił tekst pod wszystko mówiącym tytułem Niewyobrażalne! Gioconda zniknęła z Luwru! Gazeta w artykule szczegółowo opisała okoliczności odkrycia kradzieży. Przytoczono między innymi relację malarza Luisa Bérouda, który jako pierwszy dzień wcześniej zauważył brak arcydzieła. Luwr, miejsce z którego można wynieść niemal wszystko Niezwłocznie powiadomiono paryską policję, która na miejsce wysłała aż sześćdziesięciu śledczych! Luwr został na cały tydzień zamknięty dla zwiedzających. W tym czasie policjanci wytrwale szukali śladów mogących wskazać na sprawcę tak zuchwałego przestępstwa. Mimo zakrojonej na bezprecedensową skalę akcji niewiele udało się ustalić. Znaleziono jedynie ramę, w którą była oprawiona „Mona Lisa” oraz określono kiedy malowidło najprawdopodobniej padło łupem złodzieja. Jeden ze strażników zeznał, że w poniedziałek 21 sierpnia około godziny ósmej rano zrobił sobie krótką przerwę na papierosa. Po powrocie dzieła już nie było w Salonie Carré. Nie wszczął jednak alarmu, ponieważ sądził, że zostało przeniesione przez któregoś z pracowników muzeum. Luwr, to obecnie jedno z najlepiej strzeżonych muzeów na świecie. Sto lat temu było zupełnie inaczej. Kradzieże były niemal na porządku dziennym. W tej sytuacji cała francuska – i nie tylko – prasa od razu zaczęła snuć domysły, jak to możliwe, że nikt nie widział złodzieja wynoszącego drogocenny obraz. Rzecz jasna natychmiast pojawiły się również najróżniejsze teorie spiskowe. Prawda była jednakże prozaiczna. Zgodnie z tym, co piszą Małgorzata Gutowska-Adamczyk i Marta Orzeszyna w książce „Paryż. Miasto sztuki i miłości w czasach belle époque” śledztwo dowiodło, że z Luwru zniknęło więcej dzieł sztuki, a wyniesienie ich było dziecinnie proste! To zdecydowanie nie ułatwiało pracy stróżom prawa. Po wielodniowych bezowocnych poszukiwaniach dopiero 7 września dokonano pierwszego zatrzymania. Paryska policja aresztowała poetę Guillaume’a Apollinaire’a. Został on oskarżony o współudział w kradzieży fenickich masek i statuetek. Miał pecha, był bowiem przyjacielem – a przez pewien czas także asystentem – Géry’ego Piéreta, który faktycznie wynosił regularnie eksponaty zgromadzone w Luwrze. Teraz ten belgijski awanturnik: wysłał jeden z nich do redakcji dziennika „Paris-Jurnal”, biorąc na siebie kradzież Giocondy i żądając okupu za jej zwrot („Paryż. Miasto sztuki…”). Salon Carré z którego 21 sierpnia 1911 r. w biały dzień skradziono „Mona Lisę”. Szybko wyszło na jaw, że był tylko naciągaczem i nie miał nic wspólnego z kradzieżą stulecia. Po kilku dniach z aresztu zwolniono także Apollinaire’a. Jako ciekawostkę warto dodać, że w związku ze zniknięciem malowidła Leonarda da Vinci przesłuchiwano również Pabla Picassa, który kupił część skradzionych masek. Rzecz jasna hiszpański malarz twierdził, że nie znał źródła ich pochodzenia. „Mona Lisę” tanio sprzedam Tymczasem po „Mona Lisie” ślad zupełnie zaginął. Mijały najpierw tygodnie, a potem miesiące i nikt nie potrafił powiedzieć, co stało się z obrazem. Przełom nastąpił dopiero jesienią 1913 r. Wtedy to do znanego włoskiego handlarza dziełami sztuki, Alfredo Geriego, napisał człowiek twierdzący, że jest w posiadaniu skradzionego malowidła i chciałby je sprzedać. Marszand sądził, że ma do czynienia z oszustem, chcącym wcisnąć mu kopię, więc skontaktował się z dyrektorem florenckiego muzeum Uffizi Giovannim Pogginim. Obaj ostatecznie ustalili, że należy przyjąć ofertę, jednak Geri powinien kategorycznie domagać się możliwości sprawdzenia autentyczności dzieła. W efekcie 10 grudnia 1913 r. w galerii Goriego zjawił się człowiek przedstawiający się jako Leonardo Vincenzo. Vincenzo Peruggia. To właśnie on ukradł „Mona Lisę”. Zdjęcie z kartoteki policyjnej. Zakomunikował on potencjalnemu nabywcy, że ma „Monę Lisę” w swoim pokoju hotelowym i za pół miliona lirów jest gotowy oddać ją w dobre ręce. Przy okazji stwierdził, że ukradł obraz, aby ten wrócił do Włoch. Zastrzegł jednocześnie, że malowidło nigdy nie może znaleźć się znów we Francji. Gori, widząc szansę na odzyskanie bezcennego działa sztuki, zgodził się na wszytko. Postawił tylko jeden warunek. Giovanni Poggini przed zakupem miał sprawdzić, czy nie jest to falsyfikat. „Mona Lisa” wraca do Luwru Po skrupulatnej weryfikacji okazało się, że nie była to fałszywka. Najbardziej poszukiwany obraz świata został odnaleziony. Geri i Poggini natychmiast powiadomili o swym odkryciu włoską policję, która aresztowała Leonarda Vincenzo. Złodziej w rzeczywistości nazywał się zresztą nieco inaczej – Vincenzo Peruggia. Był z zawodu szklarzem pracującym od 1908 r. w Luwrze przy oprawie obrazów. W czasie śledztwa zaznał, że nie planował kradzieży. Po prostu kiedy zobaczył, że nikt nie pilnuje obrazu najzwyczajniej w świecie zdjął go ze ściany i na klatce schodowej wyjął malowidło z ramy. Następnie przez dwa lata przechowywał je w swym paryskim mieszkaniu w walizce z podwójnym dnem. Dopiero jesienią 1913 r. zdecydował się na wyjazd do Włoch. „Mona Lisa” wróciła do Luwru 30 grudnia 1913 r. i od tej pory jest już pilnie strzeżona. Sam Vincenzo Peruggia został potraktowany bardzo pobłażliwie przez sąd. Skazano go jedynie na rok i piętnaście dni więzienia. Odsiedział tylko część tego wyroku, gdyż akurat wybuchła I wojna światowa, w której wziął udział. Po jej zakończeniu wrócił do Francji, gdzie wiódł spokojne życie. Zmarł w 1925 r. Źródła: Podstawowe: Małgorzata Gutowska-Adamczyk, Marta Orzeszyna, Paryż. Miasto sztuki i miłości w czasach Belle Époque, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2012, s. 37-52. Uzupełniające: Jennifer Rosenberg, The Mona Lisa Was Stolen! Simon Kuper, Who stole the Mona Lisa?, „FT Magazine”, 5 sierpnia 2011.
mona lisa z księżyca