FIFA: Nie będzie powiększenia mundialu 2022 w Katarze do 48 drużyn. Tomasz Dębek. 23 maja 2019, 8:46 Za trzy lata mundial w Katarze Imago Sports Photo Service / Imago Sport and News / East News. "Nie będę występować [na ceremonii otwarcia mistrzostw świata w Katarze - przyp. red.] i nigdy nie brałam udziału w żadnych negocjacjach" — napisała na Instagramie. Kacper Tobiasz leci do Kataru. Tak zareagowała na to jego dziewczyna; W dalszej części komunikatu wyznała, że będzie kibicować reprezentacji Anglii. Czesław Michniewicz ogłosił powołania do szerokiej kadry na mundial w Katarze. Z powodu kontuzji na mistrzostwach świata nie zagra Jakub Moder. Kogo jeszcze Michniewicz nie będzie miał do Ver mais da Página Ale, że Dudka na Mundial nie wzięli no Facebook. Entrar. ou. Criar nova conta. Ver mais da Página Ale, że Dudka na Mundial nie wzięli no Zamawianie piwa robi wrażenie. Złe. Niemiecki kler katolicki nie stanął na wysokości zadania. Niemollera tam nie było. Ale KK w Niemczech Hitlera ucierpiał wiele. Potem też, bo nie dość, że nie dał silnego głosu, to jeszcze wielu prominentnych funkcjonariuszy reżymu wywodziło się z katolickiej Bawarii i Austrii. Dlaczego tak nisko oceniacie dudka myslicie że fabiański ma jakies szanse żeby kiedyś chociaż grzać ławe w liverpoolu ja wieże ze dudek jeszcze pokaże swoje . Robert Lewandowski w końcu spełnił swoje marzenie i trafił do FC Barcelona. Polak długie tygodnie walczył z Bayernem Monachium o możliwość odejścia i ostatecznie wszystkie strony doszły do porozumienia. Polak wciąż nie jest zarejestrowany do gry w lidze hiszpańskiej, ale to powinna być formalność załatwiona w najbliższym czasie i kapitan reprezentacji Polski zdążył już zadebiutować w nieoficjalnym spotkaniu – w sparingu z Realem Madryt Lewandowski zagrał od pierwszej minuty i zszedł w przerwie meczu. Przed tym starciem nastąpiła prezentacja Polaka, która, nie oszukujmy się, nie wzbudziła wielkich emocji i nie była widowiskowa. Jerzy Dudek jest zaskoczony takim obrotem spraw i mocno krytykuje nowy klub Polaka, że tak traktuje wybitnego piłkarza. Pierwsze słowa Roberta Lewandowskiego po debiucie w Barcelonie. To duża przestroga dla Wojciecha Szczęsnego Lewandowski oficjalnie zaprezentowany w Barcelonie! Jerzy Dudek porównuje prezentację Lewandowskiego do… swojej własnej! Były reprezentant Polski w swojej karierze grał w takich klubach jak Feyenoord, Liverpool, z którym wygrał Ligę Mistrzów, czy Real Madryt. W swoim felietonie na łamach „Przeglądu Sportowego” Dudek wskazał, że od klubów takich jak FC Barcelona oczekuje się godnych prezentacji nowych gwiazd. – Nie tego oczekuje się od wielkich klubów w przypadku wielkich transferów. Pamiętam ogłaszanie najlepszych piłkarzy, którzy przychodzili do Madrytu. Zawsze było to robione z wielką "pompą" – przypomina 49-latek. Brak numeru „9” dla Lewandowskiego to gigantyczny problem? Ekspert wyraził się jasno, gra idzie o miliony Zobacz, jak wygląda dom Lewandowskich w Hiszpanii! Więcej w galerii poniżej: Były piłkarz Realu Madryt uważa, że nawet… jego zaprezentowano w Realu lepiej, choć Lewandowski zasługuje na dużo większe docenienie. – Mimo wszystko uważam, że moją skromną osobę przywitano trochę lepiej niż Roberta i to już uważam za dziwną sytuację. Sądzę, że powinno to wyglądać inaczej, "Lewy" po prostu na to zasłużył, bo też wśród fanów Barcelony jego przyjście jest sporym poruszeniem – dodaje. Warto pamiętać, że Barcelona planuje drugą prezentację, już na Camp Nou, po powrocie z tournee w USA. Wśród części kibiców niesmak z pewnością pozostanie. Sonda Czy Robert Lewandowski odniesie sukcesy w Barcelonie? Pewnie, bez dwóch zdań Nie Zapewne wielu kibiców reprezentacji biało-czerwonych pamięta to zdanie, które zamieściłem w tytule. Zdanie, które zostało wykorzystane przez Roberta Górskiego w skeczu Kabaretu Moralnego Niepokoju. Wielu pamięta, że selekcjoner reprezentacji Polski Paweł Janas, zaszokował całą piłkarską Polskę powołaniami na Mundial w Niemczech. Zabrakło w niej Jerzego Dudka, ale też Tomasza Kłosa. No i zabrakło największego bohatera tamtych kwalifikacji Tomasza Frankowskiego. Piłkarza Wisły Kraków, dzięki któremu nasza kadra mogła się spakować i jechać na Mistrzostwa Świata. Na mistrzostwa, które zakończyły się klęską, klapą na o nim jest ta książka. O filigranowym piłkarzu, którego marzenia o mistrzostwach, zamknął niezrozumiałą decyzją selekcjoner reprezentacji. Prawdziwa historia łowcy bramek to świetny wywiad-rzeka, który z piłkarzem przeprowadził Piotr Wołosik, dziennikarz sportowy Przeglądu dowiemy się o Tomaszu Frankowskim? Na pewno dla fanów Wisły Kraków czy Jagiellonii Białystok, których barwy reprezentował na polskich boiskach, opowieść czterokrotnego króla strzelców polskiej ekstraklasy, nie będzie jakimś wielkim zaskoczeniem. Dla fanów piłki nożnej już bardziej, bo z kart książki dowiemy się, nie tylko o tym, jak Franek nie pojechał na Mundial, ale też prześledzimy jego początki kariery, poprzez polskie boiska, aż na stadiony Francji, Japonii, Hiszpanii, Anglii i Stanów Zjednoczonych. Poznamy jego życie osobiste u boku ukochanej żony, Ewy. Dlaczego po zakończeniu piłkarskiej zdecydował się na karierę polityczną i wystartował w wyborach do Europarlamentu?Lubię takie biografie, ponieważ Tomasz Frankowski już zakończył karierę sportową i w niniejszej publikacji mogę prześledzić całokształt dokonań piłkarza. A książkę czyta się z ogromnym zainteresowaniem, choć muszę przyznać, że nie byłem fanem Frankowskiego, ponieważ kibicuję zdecydowanie innej drużynie w ligowych rozgrywkach książkę wszystkim fanom piłki nożnej. Doceniam dokonania Tomasza Frankowskiego i bardzo żałuję, że jego marzenia nie spełniły się. Choć i tak na nic gdybanie, co by było, gdyby jednak Paweł Janas zabrał Franka na mistrzostwa... Po 32 latach Mistrzostwa Świata ponownie zagościły do Niemiec. Tym razem do Niemiec niepodzielonych. Od dziesięcioleci mówiło się, że nasi sąsiedzi potrafią zorganizować doskonałą imprezę, ale nie potrafią się na niej bawić. Czy w 2006 roku coś w tej kwestii się zmieniło? Jakie emocje towarzyszyły powołaniom Pawła Janasa? Jak bardzo i dlaczego na mundialu zawiódł Ronaldinho, zapowiadany na największą gwiazdę rozgrywek? Czym podczas całego turnieju wyróżniał się Gennaro Gattuso? Dlaczego przed finałem Raymond Domenech zabronił swoim zawodnikom ćwiczyć rzuty karne? Który włoski zawodnik jako pierwszy interweniował u sędziego w sprawie główki Zidane’a wymierzonej w klatkę piersiową Materazziego? Odpowiedzi na te i wiele innych pytań znajdziecie w poniższym tekście. Zapraszam do zapoznania się z kulisami Mundialu 2006. W 2000 roku FIFA postanowiła, że 18. edycja Mistrzostw Świata odbędzie się w Niemczech. Wielka piłka miała wrócić do naszych zachodnich sąsiadów po 32 latach. W 1974 roku najważniejsza piłkarska impreza odbywała się bowiem w RFN. Wówczas ze względów politycznych najlepszych zawodników nie mógł gościć Berlin. W 2006 roku Stadion Olimpijski w stolicy Niemiec miał stać się najważniejszą areną mundialu, na której zostanie rozegrany wielki finał. Występ na tym obiekcie stał się marzeniem 194 reprezentacji startujących w eliminacjach. Dobra końcówka kwalifikacji do Euro 2004 dawała nadzieję, że Paweł Janas jest w stanie zbudować dobrą drużynę, która da nam awans na Mistrzostwa Świata w Niemczech. W grupie eliminacyjnej trafiliśmy na Anglię, Austrię, Azerbejdżan, Irlandię Północną i Walię. Biało-Czerwoni poradzili sobie znakomicie. Co prawda dwa razy musieli uznać wyższość Anglików, ale w pozostałych spotkaniach odnieśli komplet zwycięstw i zajęli drugie miejsce w tabeli. Zdobycz punktowa dała im możliwość bezpośredniego awansu na turniej bez konieczności rozgrywania barażów. Niekwestionowanym bohaterem eliminacji był Tomasz Frankowski. Napastnik nie należał do ulubieńców szkoleniowca. Swoją obecność w drużynie zawdzięczał przede wszystkim mediom, które niemal codziennie domagały się jego powołania. Wydaje się, że Janas sięgał po niego dla świętego spokoju. Krytykował go nawet po golach. Kiedy Franek udokumentował wyjazdowe zwycięstwo 3:1 nad Austrią, Janas, zapytany o jego grę, burknął: „Powinien strzelić gola już po pierwszym uderzeniu, podniósł mi ciśnienie strzelając na raty”. fot. Jeszcze w 2005 roku kadra rozegrała dwa mecze kontrolne. Jedno z nich miało ogromne znaczenie w kontekście mundialowych poczynań. Gole Kłosa, Smolarka i Mili zapewniły zwycięstwo 3:0 nad Ekwadorem. Miesiąc później losowanie skojarzyło obie ekipy w fazie grupowej Mistrzostw Świata. W drugim listopadowym sparingu podopieczni Janasa pokonali Estonię 3:1. Na listę strzelców wpisał się forowany przez kibiców i dziennikarzy Grzegorz Piechna. Dla popularnego Kiełbasy starcie okazało się zarówno debiutem, jak i pożegnaniem z drużyną narodową. W przerwie zimowej sezonu 2005/06 Jerzy Dudek, podstawowy bramkarz reprezentacji, wyraził chęć odejścia z Liverpoolu. Chciał być w grze, by być jak najlepiej przygotowany na wyjazd do Niemiec. Włodarze The Reds nie wyrazili zgody choćby na wypożyczenie. Bohater finału Ligi Mistrzów z 2005 roku poddał się więc surowemu rygorowi treningowemu. Ponadto przyjeżdżał na zgrupowania reprezentacji nawet wtedy, gdy nie musiał się na nich pojawiać. Na każdym z nich rozmawiał z Pawłem Janasem, a ten zapewniał go, że jest pewniakiem do wyjazdu na mundial. Swoje problemy miał także Tomasz Frankowski. Po odejściu do hiszpańskiego drugoligowca z Elche, wiele osób straciło go z pola widzenia. Był stale powoływany na przedmundialowe sparingi, dostawał wiele minut gry, ale ani razu nie wpisał się na listę strzelców w starciach przeciwko Ekwadorowi, USA, Litwie i Wyspom Owczym. Tuż przed ogłoszeniem przez Janasa ścisłej kadry na Mistrzostwa Świata, media spekulowały, że może w niej zabraknąć Tomasza Rząsy. W obawie przed takim posunięciem Dudek wysłał SMS-a do Macieja Skorży, asystenta szkoleniowca: „Wybierając skład, pamiętajcie o wszystkich chłopakach, którzy ciężko pracowali na ten awans. Mamy super atmosferę, razem ją tworzyliśmy. Jeśli nie macie zamiaru powoływać kogoś z doświadczonych chłopaków, lepiej mnie też nie powołujcie. Nie chcę przeżywać jeszcze raz takiego zawodu jak w Korei”. Relację z ogłaszania kadry na mundial transmitowała na żywo telewizja Polsat. Janas rozpoczął od bramkarzy. –Artur Boruc, Tomasz Kuszczak, Łukasz Fabiański. -Naprawdę? – zapytał zdziwiony prowadzący. -No tak powiedziałem. Biorę na siebie odpowiedzialność, taką podjąłem decyzję. Kiedy przeszedł do obrońców, nie wymienił nazwisk dwóch Tomaszów, stanowiących o sile drużyny w eliminacjach, Kłosa i Rząsy. W pomocy nie było zaskoczenia, choć po latach moglibyśmy się dziwić, dlaczego szansy nie otrzymał Kuba Błaszczykowski. Kibice łapali się za głowy widząc zestawienie ataku: -Maciej Żurawski, Grzegorz Rasiak, Ireneusz Jeleń, Paweł Brożek. Niewielką niespodzianką był brak Andrzeja Niedzielana, jednak nieobecność Frankowskiego uznano za sensację. Na koniec prowadzący zagaił do Janasa o Grzegorza Rasiaka: -Niektórym od początku wydawało się, że Rasiak jest pewniakiem w twojej kadrze? -Niektórzy twierdzili, że jeszcze inni ludzie są pewniakami, a jednak ich tu nie ma. Chwilę później do głosu doszedł Mateusz Borek: -To, że my jesteśmy w szoku to nic, bo kilku piłkarzy z pewnością jest w szoku po obejrzeniu tej listy. Jak pan to wymyślił? -Dzisiejszej nocy posiedziałem i troszkę kartek pokreśliłem, porysowałem na różnych pozycjach i tak mi z tego wyszło. „Szok” był delikatnym słowem w stosunku do tego, co przeżyli pominięci zawodnicy. Już następnego dnia Dudek stwierdził w TVP, że myślał, że zagranie Janasa ma na celu podniesienie oglądalności, a chwilę później wyciągnie kartkę z właściwą kadrą na mundial. Tak się jednak nie stało. Tomasz Frankowski brak powołania opisywał słowami: „To był wstrząs. Nic nie zapowiadało, że nie znajdę się w kadrze, ale stało się inaczej. Poczułem się tak, jakbym wrócił do domu i zastał żonę z innym partnerem”. Tomasz Kłos wystąpił za to w reklamie Etopiryny, leku na ból głowy. Stał się twarzą sloganu: „Serce boli. Głowa nie”. Po latach Dudek stwierdził, że nie ma do Janasa pretensji za sam brak powołania, tylko za sposób, a raczej jego brak, poinformowania go o tym fakcie. „Ani nie powiedział, ani nie zadzwonił. Żal pozostał”. fot. Po raz pierwszy panujący Mistrz Świata nie miał zapewnionego udziału w kolejnym turnieju. Brazylijczycy bez problemu wygrali grupę kwalifikacyjną w strefie CONMEBOL. Obok nich, Polaków i Niemców (gospodarz) awans wywalczyły: Anglia, Chorwacja, Czechy, Francja, Hiszpania, Holandia, Portugalia, Serbia i Czarnogóra, Szwajcaria, Szwecja, Ukraina, Włochy, Argentyna, Ekwador, Paragwaj, Kostaryka, Meksyk, Stany Zjednoczone, Trynidad i Tobago, Australia, Angola, Ghana, Togo, Tunezja, Wybrzeże Kości Słoniowej, Arabia Saudyjska, Iran, Japonia, Korea Południowa. Drużyny zostały podzielone na osiem czterozespołowych grup: Grupa A: Ekwador, Kostaryka, Niemcy, Polska Grupa B: Anglia, Paragwaj, Szwecja, Trynidad i Tobago Grupa C: Argentyna, Holandia, Serbia i Czarnogóra, Wybrzeże Kości Słoniowej Grupa D: Angola, Iran, Meksyk, Portugalia Grupa E: Czechy, Ghana, Stany Zjednoczone, Włochy Grupa F: Australia, Brazylia, Chorwacja, Japonia Grupa G: Francja, Korea Południowa, Szwajcaria, Togo Grupa H: Arabia Saudyjska, Hiszpania, Tunezja, Ukraina Polacy byli bardzo zadowoleni z losowania. Wiadomo było, że zdecydowanym faworytem naszej grupy byli Niemcy, jednak zajęcie drugiego miejsca wydawało się taką łatwizną jak zadanie z matematyki w książce dla czwartoklasisty. Zwłaszcza, że chwilę wcześniej bez problemu pokonaliśmy Ekwador w meczu kontrolnym w Barcelonie. Finały 18. edycji Mistrzostw Świata rozegrano w dniach 9 czerwca – 9 lipca 2006 r. Organizatorzy przygotowali 12 stadionów w 12 miastach: Berlin, Dortmund, Frankfurt nad Menem, Gelsenkirchen, Hamburg, Hanower, Kaiserslautern, Kolonia, Lipsk, Monachium, Norymberga i Stuttgart. Po stosunkowo krótkiej ceremonii otwarcia do boju stanęły drużyny Niemiec i Kostaryki. Gospodarze imprezy pokazali bardzo skuteczny, ładny dla oka futbol i pokonali przybyszy z Ameryki Środkowej 4:2. Niespełna godzinę później w szatni reprezentacji Polski, przygotowującej się do starcia z Ekwadorem, zawitał premier Kazimierz Marcinkiewicz. Wszedł, zaczął żartować z zawodnikami i wraz ze swoją ochroną zwiedzać zakamarki pomieszczenia. Rozwścieczyło to trenera Janasa, który, zamiast motywować swoich piłkarzy, musiał odpowiadać na pytania premiera i pracowników BOR-u. Miał jednak związane ręce, nie mógł nic poradzić na taki rozwój wydarzeń. Rozkojarzeni reprezentanci stracili dwie łatwe bramki i swój udział w turnieju rozpoczęli od porażki 0:2. Piłkarska impreza jeszcze na dobre się nie rozpoczęła, a sytuacja Biało-Czerwonych już była fatalna. fot. Dwa dni później w Barsinghausen odbyła się jedna z najbardziej komicznych konferencji prasowych w historii Mistrzostw Świata. Obok Michała Listkiewicza i Antoniego Piechniczka naszą ekipę reprezentował kucharz, Tomasz Leśniak. Nikt nigdy nie miał wątpliwości, że trener Janas jest introwertykiem. Po porażce w inauguracyjnym spotkaniu z Ekwadorem zamknął się w sobie jeszcze bardziej. Nie chciał rozmawiać z dziennikarzami. Swoim zawodnikom dał w tym czasie dzień wolnego. Mecz o być albo nie być rozgrywaliśmy z Niemcami. Zgodnie z przewidywaniami bardziej przypominał obronę Częstochowy niż wymianę ciosów. W bramce dwoił się i troił Artur Boruc, przez bardzo długie minuty wybijając rywalom z głów myśli o zwycięstwie. Do wywalczenia remisu zabrakło kilkudziesięciu sekund. Niemal w ostatniej akcji spotkania gola zdobył Oliver Neuville. Gospodarze jako pierwsi zapewnili sobie awans do 1/8 finału, nasi piłkarze jako pierwsi musieli pakować się w drogę do domu. W starciu na otarcie łez Biało-Czerwoni pokonali Kostarykę 2:1 po dwóch golach Bartosza Bosackiego. Zawodnika, który do kadry dołączył w ostatniej chwili, po tym, jak bałagan w papierach związanych z wynikami badań lekarskich wyeliminował Damiana Gorawskiego. fot. W grupie B zaskakiwał Trynidad i Tobago. Barwna drużyna prowadzona przez Leo Beenhakkera niespodziewanie zremisowała bezbramkowo ze Szwecją. Strachu napędziła również Anglikom. Synowie Albionu dopiero w 83. minucie zdołali wyjść na prowadzenie. Podwyższyli w doliczonym czasie gry, dzięki czemu wygrali 2:0. Takim samym wynikiem z T&T uporał się Paragwaj. W pojedynku Anglii ze Szwecją padła bramka nr 2000 w historii Mistrzostw Świata. Jej autorem był Marcus Allbäck. Starcia grupy C, zgodnie uznawanej za grupę śmierci, były na tej fazie rozgrywek zdecydowanie najciekawsze. Argentyńczycy, po pokonaniu 2:1 Wybrzeża Kości Słoniowej, mierzyli się z Serbią i Czarnogórą, serwując Europejczykom solidną lekcję futbolu. Wynik 6:0 nie pozostawia złudzeń. Autorem jednego z trafień był 19-letni, debiutujący na mundialu zawodnik Barcelony, Leo Messi. Bramka meczu należała do Estebana Cambiasso, który ze spokojem wykończył zespołową akcję całej drużyny. Zanim piłka dotarła do piłkarza Interu Mediolan, jego koledzy wymienili 26 podań, większość z pierwszej piłki. fot. Zgodnie z przewidywaniami, najlepszymi drużynami grupy D okazały się Portugalia i Meksyk, grupy E Włochy i, dość nieoczekiwanie, Ghana. W meczu Włochów z Czechami kontuzji doznał Alessandro Nesta. Uraz okazał się na tyle poważny, że spekulowano, że dla znakomitego defensora Milanu mundial dobiegł końca. Do ewenementu doszło podczas spotkania Australii z Chorwacją w grupie F. Arbiter Graham Poll pomylił się w obliczeniach i zapiskach, dzięki czemu Josip Simunić nie został ukarany czerwoną kartką po obejrzeniu dwóch żółtek. Chwilę później zawodnik zapracował na trzecią żółtą kartkę, ta w końcu okazała się skuteczna. W grupie G losy awansu ważyły się do ostatniej kolejki. Ostatecznie promocję uzyskali Szwajcarzy i Francuzi. W grupie H bezkonkurencyjne były ekipy z Europy – Hiszpania i Ukraina zostawiły Arabię Saudyjską i Tunezję daleko w tyle. W 1/8 finału ogólnie wiało piłkarską nudą, ale odnotowaliśmy kilka niecodziennych, historycznych sytuacji. Starcie Portugalii z Holandią było najbardziej brutalnym w dziejach rozgrywek. Kto pamięta to spotkanie, doskonale wie, że było najzwyczajniej w świecie brzydkie. Najwięcej pracy miał sędzia Walentin Iwanow, zmuszony do częstego używania gwizdka. Efekt? 16 żółtych kartek i 4 czerwone, po dwie dla każdej z ekip. W międzyczasie Maniche strzelił jedyną, decydującą bramkę. fot. Do kontrowersji doszło w spotkaniu Włochów z Australią. Papierowy faworyt z Półwyspu Apenińskiego przez 90 minut męczył się niesamowicie, próbując sforsować szczelną obronę Australijczyków. Z pomocą przyszedł karny z kapelusza, zamieniony na skuteczne trafienie Tottiego. Brazylia pewnie pokonała 3:0 Ghanę, odnosząc tym samym 11. zwycięstwo z rzędu w finałach Mistrzostw Świata. Jedną z bramek zdobył Ronaldo, dla którego było to 15. mundialowe trafienie. W tej chwili uczyniło go najskuteczniejszym zawodnikiem w historii światowego czempionatu. Z niemieckim turniejem pożegnała się Szwajcaria, choć nie straciła na nim ani jednej bramki. Po bezbramkowych 120 minutach przeciwko Ukrainie, Helweci okazali się słabsi w serii rzutów karnych. Anglia pokonała Ekwador 1:0, Argentyna Meksyk 2:1, Niemcy Szwecję 2:0, a w zdecydowanie najciekawszym widowisku Francja wygrała z Hiszpanią 3:1. Celem pozasportowym turnieju była walka z rasizmem. FIFA i organizatorzy postanowili, że przed każdym meczem ćwierćfinałowym kapitanowie odczytają swój sprzeciw w stosunku do uprzedzeń na tle rasowym. Po wszystkim drużyny zjednoczyły się i stanęły do zdjęcia z banerem z napisem „Say no to racism”. Niepodważalną gwiazdą turnieju miał być najlepszy zawodnik 2005 roku, brazylijski czarodziej z Barcelony, Ronaldinho. Piłkarski wirtuoz na kilka miesięcy przed mundialem podpisał szereg kontraktów reklamowych z najbardziej wpływowymi sponsorami rozgrywek, stając się poniekąd ich nieoficjalną twarzą. Bez względu na to, na jaki kanał przełączyło się telewizor, istniało wielkie prawdopodobieństwo, że za moment zobaczymy reklamę z udziałem Ronaldinho. Zbyt duże zaangażowanie w sprawy okołofutbolowe spowodowały, że pomocnik w czerwcu zdecydowanie nie był w formie. Nawet niezbyt uważni obserwatorzy dostrzegli, że nie czaruje tak jak w klubie, jest ospały, z dziwną łatwością traci piłkę, nie ma wpływu na poczynania swojej drużyny. Pojawiały się nawet głosy, by w starciu przeciwko Francji usiadł na ławce. Ostatecznie wyszedł na murawę stadionu we Frankfurcie, ale został przyćmiony przez Zinedine’a Zidane’a. Kapitan Trójkolorowych niczym wybitny dyrygent kierował grą swojego zespołu i walnie przyczynił się do zwycięstwa 1:0. Historia tym samym zatoczyła koło. Canarinhos ponieśli pierwszą mundialową porażkę od 12 lipca 1998 roku, kiedy przegrali z… Francją. fot. Bardzo dobrą grę, najbardziej widowiskową na niemieckich boiskach, prezentowała Argentyna. W starciu z gospodarzami była zespołem znacznie lepszym. Niemcy po raz kolejny pokazali duże wyrachowanie. Na dziesięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry do remisu doprowadził Miroslav Klose. Dogrywka nie przyniosła rozstrzygnięcia, a rzuty karne lepiej wykonywali gracze Jurgena Klinsmanna. Jedenastki wyłoniły półfinalistę także w starciu Anglii z Portugalią. Brytyjczycy znowu nie osiągnęli rezultatu na miarę swojego potencjału i hucznych zapowiedzi. Szerokim echem na Wyspach Brytyjskich odbiła się sytuacja z 62. minuty. W walce o piłkę Wayne Rooney w chamski sposób potraktował Ricardo Carvalho, zadając mu soczystego kopniaka na udo. Najbardziej u sędziego protestował klubowy kolega Rooneya, Cristiano Ronaldo. Arbiter ukarał agresora czerwoną kartką, a spora część czerwonego Manchesteru na moment znienawidziła portugalską, wschodzącą gwiazdę futbolu. fot. W czwartym ćwierćfinale Włosi bez problemów uporali się z Ukrainą, wygrywając 3:0. Półfinały skojarzyły ze sobą Francję i Portugalię oraz Włochów i Niemców. Szkoleniowiec Francuzów, Raymond Domenech, wyczuł w swojej ekipie spore rozluźnienie po wyeliminowaniu Brazylii. Od wielu tygodni było pewne, że ostatnie turniejowe starcie Mistrzów Świata z 1998 roku będzie zarazem pożegnalnym meczem Zinedine’a Zidane’a. Domenech apelował do podopiecznych: „Zróbcie do dla naszego kapitana, wznieście się na szczyty swoich możliwości i pozwólcie mu zejść ze sceny po meczu o złoto, a nie po brąz”. Podziałało. Ojcem zwycięstwa ponownie został sam Zidane, autor trafienia, po którym Francja pokonała Portugalię 1:0. Fantastyczna atmosfera panowała we włoskiej ekipie. Były jednak dwa przykre wyjątki. Kontuzjowany Nesta walczył z czasem, jednak jego uraz nadal dawał się we znaki. Często płakał, wyrzucając sobie, że nie jest częścią drużyny zmierzającej po medal. Problemy miał także Daniele De Rossi. Codziennie otrzymywał listy z pogróżkami od niezrównoważonych kibiców. Najbardziej obawiał się o swoją rodzinę, zatem zapewnił jej ochronę na czas swojej nieobecności. Półfinał z Niemcami miał bardzo emocjonującą końcówkę. Regulaminowe 90 minut nie przyniosło rozstrzygnięć. Wydawało się, że dogrywka również nie wyłoni finalisty. Wówczas ujawnił się geniusz Pirlo, który bardzo spokojnie przytrzymał piłkę przed polem karnym Lehmanna i posłał no-look passa do Grosso, a ten trafił do siatki. Gospodarze turnieju w momencie rzucili się od odrabiania strat i nadziali się na zabójczą kontrę. Gilardino znakomicie przytrzymał piłkę i jeszcze lepiej dograł ją do wbiegające w pole karne Del Piero. Legenda Juventusu przypieczętowała awans do finału, ściągając pajęczynę z okienka bramki rywali. fot. Mecz o trzecie miejsce poszedł po myśli Niemców. Zwycięstwo 3:1 nad Portugalią i brązowy medal Mistrzostw Świata nie był jednak największą nagrodą dla piłki zza Odry. Od dziesięcioleci mówiło się, że nasi sąsiedzi potrafią zorganizować doskonałą imprezę, ale nie potrafią się na niej bawić. Mundial 2006 pokazał, że Niemcy mogą wyjść na ulicę, zintegrować się i wspólnie przeżywać zwycięstwa i porażki drużyny narodowej. Wielkie telebimy w centrach miast przyciągały setki tysięcy osób. Rozgrywki zakorzeniły w wielu z nich miłość do piłki nożnej. W kolejnych miesiącach znacznie wzrosły słupki oglądalności Bundesligi i programów stricte piłkarskich. Wielki finał Mistrzostw Świata był zapowiadany jako rewanż za finał Euro 2000. Drużyny przygotowywały się do niego w zgoła odmiennych okolicznościach. Ewenementem w kadrze Włoch był Gennaro Gattuso. Każdy kibic zna jego krewki charakter z boiska, ale mało kto wie, jakim człowiekiem jest na co dzień. Podczas niemieckiego turnieju był najbardziej aktywnym i najbardziej upierdliwym członkiem ekipy. Andrea Pirlo w swojej biografii Myślę, więc gram wspominał, ze od początku turnieju Rino chodził w kombinezonie. Zakładał go zawsze i wszędzie, bez względu na porę dnia, temperaturę powietrza i okoliczności. Według niego strój był szczęśliwy, bo pchał Włochów do kolejnych faz turnieju. Nie wyprał go ani razu, a paradował w nim codziennie. Mniej więcej od ćwierćfinałów smród unoszący się z ubrania był nie do wytrzymania dla współtowarzyszy. Ponadto, kiedy wszyscy w skupieniu przygotowywali się do kolejnych spotkań, Gattuso wyładowywał emocje krzycząc wniebogłosy. Jego wołanie przypominało bardzo żywiołową mowę motywującą, przeklinał, obrażał rywali i zapowiadał, co zrobi jednemu i drugiemu. W gruncie rzeczy nie byłoby w tym nic złego gdyby nie fakt, że krzyczał sam do siebie. Jego głos przebiłby nawet Wielki Mur Chiński, więc koledzy z drużyny korzystali z tych nietypowych wykładów. Wykładów, które tak naprawdę bardzo ich bawiły i rozluźniały atmosferę. Apogeum krzyków nastąpił na dzień i noc przed wielkim finałem. W dniu meczu z Francją Gianluigi Buffon, cierpiący na bezsenność przez nocne wybryki pomocnika Milanu, zapytał rano: -Rino, ty spać nie mogłeś czy co? -Ćwiczyłem przewrotki na łóżku. fot. Na ostatnim treningu przed najważniejszym meczem mundialu, piłkarze reprezentacji Francji chcieli potrenować rzuty karne. Domenech stanowczo im tego zabronił, mówiąc, że to i tak nic nie da, a szkoda na to czasu. Zasugerował, że sprawę tytułu mają rozstrzygnąć w ciągu maksymalnie 120 minut. Dodał, że ćwiczenie jedenastek przed takim starciem nie ma sensu, bo okoliczności treningu i finału Mistrzostw Świata, oglądanego przez 75 tys. kibiców na stadionie i ponad 1/6 populacji na całym świecie, są nieporównywalnie różne. Na boisku treningowym nie ma presji, wzroku przychylnie lub negatywnie nastawionych obserwatorów, ryku trybun. Szkoleniowiec Trójkolorowych wygłosił przed starciem znakomitą przemowę: „Pamiętajcie, że kiedyś mieliście 10 lat. Wówczas nie marzyliście o Ferrari, tylko o tym, by strzelić gola w finale Mistrzostw Świata. By być jak Platini. Pamiętajcie, że dzisiaj inne dzieciaki mają 10 lat i chcą być jak wy. Nie chcą jeździć takim samochodem jak wy, tylko chcą grać jak wy. Więc grajcie. Pamiętajcie o marzeniach”. Wśród wielkich finalistów było aż 8 zawodników Juventusu. Klubowi z Piemontu groziły surowe kary w związku z Aferą Calciopoli. 9 lipca 2006 roku nikt o tym nie myślał. Liczył się tylko włosko-francuski pojedynek. Już w pierwszych dwudziestu minutach oglądaliśmy dwa gole. Najpierw sprytny strzał z rzutu karnego Zidane’a wyprowadził Francuzów na prowadzeniem a później wyrównał Marco Materazzi. Więcej trafień już nie oglądaliśmy. Strzelcy bramek wystąpili w rolach głównych w 110. minucie. Gentlemani urządzili sobie krótką pogawędkę, którą zakończyła soczysta główka w klatkę piersiową defensora z Italii. Pierwszym zawodnikiem, który ruszył z pretensjami do arbitra liniowego, był Gianluigi Buffon. Jego ekspresyjna reakcja wywarła dużą presję na asystencie. Po latach Gigi stwierdził, że zachował się źle, niesportowo. Do dzisiaj ma do siebie pretensje za tę sytuację. Zidane zakończył swoją karierę z czerwoną kartką. Bardzo długo spekulowano na temat tego, co Materazzi mógł powiedzieć jednemu z najlepszych pomocników w dziejach futbolu. Uderzenie z byka zostało uwieczniane nawet na rzeźbach i posągach. Gracz Interu przyznał, że obrażał siostrę Zidane’a. Rzuty karne były wykonywane niemal perfekcyjnie. Pomylił się tylko Trezeguet, trafiając w poprzeczkę. Włosi po raz czwarty zostali Mistrzami Świata. fot. Zidane na pocieszenie odebrał nagrodę za najlepszego zawodnika mundialu. Królem Strzelców, z 5 trafieniami, został Miroslav Klose. Pierwszy raz w historii żaden z zawodników nie popisał się hat-trickiem. Mistrzostwa Świata zostały perfekcyjnie przygotowane i miały znakomitą otoczkę. Na poziom sportowy w gruncie rzeczy nie mamy co narzekać, choć jednak mały niedosyt pozostał. W trakcie zmagań pojawił się słynny komentarz jednego z internautów: „Zawodnicy zachowują się wzorowo. Nie palą, nie piją, nie grają”. Zmęczeni trudami turnieju Włosi tak bardzo zżyli się ze sobą, że z bólem serca wracali do domu. Gigi Buffon w książce Numer 1 wspomina: „To było fantastyczne 40 dni. Żal nam było opuszczać hotel. Stał się czymś naszym, integralną częścią naszego sukcesu, miejscem naszego odkupienia. To właśnie tam zarówno my wszyscy, jak i ludzie otaczający nas każdego dnia – na treningach, wyjazdach czy w autokarze – odkryliśmy na nowo dumę narodową”. O autorze: Tags: andrea pirlo, artur boruc, ekwador, francja, gennero gattuso, gianluigi buffon, historia, jerzy dudek, leo messi, michał listkiewicz, mistrzostwa świata, mistrzostwa świata 2006, mundial, mundial 2006, niemcy, paweł janas, polska, pradzieje, raymond domenech, ronaldinho, tomasz frankowski, tomasz kłos, włochy, zinedine zidane Witajcie. Na początek prywatne wyznanie: uważam, że nigdy w historii NBA nie było lepszego, bardziej wszechstronnego strzelca długodystansowego aniżeli Stephen Curry. To już nawet nie chodzi o skuteczność, automatyzm ruchów czy szybkość, z jaką się składa się do rzutu. Chodzi o umiejętność przemieszczania się bez piłki / wychodzenia na pozycję na MINIMALNEJ przestrzeni. Inni wielcy snajperzy przed nim np. Reggie Miller, Rip Hamilton czy Ray Allen potrafili biegać dystans półmaratonu w trakcie meczu, aby wyjść do podania zasuwali wzdłuż i w poprzek atakowanej połowy. Tymczasem Stephowi wystarczyć potrafią dwa metry kwadratowe parkietu. Jego kreatywność w tym zakresie jest najlepsza, jaką widziałem: Ruin The Game Inna rzecz, że żaden wyborowy snajper przed nim (pomyśl o gościach pokroju Kyle’a Korvera czy JJ Redicka) nie stanowił tak wielkiego zagrożenia kozłem, a już na pewno żaden nie dysponował taką techniką floaterów, layupów, bank shotów i innych niespodzianek. Średnie kariery: Steph Curry zza łuku FT punktów asyst Kyle Korver zza łuku FT punktów asyst JJ Redick zza łuku FT punktów asyst Reggie Miller zza łuku FT punktów asyst Ray Allen zza łuku FT punktów asyst Rip Hamilton zza łuku FT punktów asyst Teraz bez rozgrywającego stanowiącego realne zagrożenie rzutem ani rusz, zobaczcie jak dziś wygląda pozycja “point guard”: Kemba Walker, Damian Lillard, D’Angelo Russell, Jamal Murray, Trae Young… czasy Rajona Rondo, Ricky’ego Rubio, Johna Walla i Russella Westbrooka odchodzą do lamusa. A skoro już wywołałem Stepha do tablicy, pochwalmy gościa za pracę społeczną. 27 czerwca w sieci pojawił się wpis nawołujący chłopaków z Golden State by pomogli ogarnąć lokalne boisko w Oakland… Półtora miesiąca później, za pieniądze z fundacji Stepha i jego małżonki, przy wydatnej kontrybucji sponsorów: marki Under Armour oraz Chase Bank – park został odnowiony i na nowo oddany do użytku. Curry przyjechał nawet pograć na otwarcie. Na płycie głównego boiska wymalowano cytaty kojarzone z zawodnikiem. Najbardziej znany to oczywiście: I can do all things. Jestem na NIE Szef amerykańskiej kadry narodowej koszykarzy Jerry Colangelo podziękował Carmelo Anthony’emu, który wyraził chęć ponownego reprezentowania Stanów Zjednoczonych na arenie międzynarodowej. Miałem dobre relacje z Melo. Zrobił dla nas dobrą robotę. Właściwie to mógł być jeszcze lepszy w międzynarodowym baskecie niż w NBA. W każdym razie był bardzo dobry. Rozumiem dlaczego agent szuka dla niego ekspozycji, chce by ponownie zagrał w lidze. Ale to musi się stać w NBA, ostatnio Melo był dość aktywny medialnie, dał znać ludziom, że pragnie powrotu, że wciąż potrafi grać, bla, bla, bla. Jeśli chodzi o kadrę, w naszym odczuciu byłby raczej przeszkodą, czynnikiem odwracającym uwagę od celu. Taki był wniosek z naszej wewnętrznej dyskusji. Mamy pomysł na tę drużynę. Mamy na pokładzie wielu nowych graczy, zupełnie nową grupę. Jeśli dołożysz jeden nie do końca pasujący element, tracisz całą płynność, cały pomysł. Nie chodzi o Melo, kocham gościa, ale w tym momencie nie mielibyśmy z niego pożytku. Jak widzicie, brzydko kończy się kariera dziesięciokrotnego All-Stara, jednego z najbardziej utalentowanych dostarczycieli punktów w nowożytnej historii ligi. Dałby już spokój. Powyższe słowa równie dobrze mógł wypowiedzieć każdy menedżer NBA, od walczących o tytuł Los Angeles Lakers po wznoszącą loty Atlantę Hawks. Co myślicie? God help them 51-letni Sasha Djordjevic, legenda europejskich parkietów, charyzmatyczny selekcjoner reprezentacji Serbii, mówi jak będzie. Może najpierw wyjaśnię, podczas gdy Team USA cierpi z powodu masowych rezygnacji najważniejszych graczy – Serbia, jako najgroźniejszy konkurent do złota dysponować będzie pełną paczką. Wśród graczy powołanych na FIBA World Cup 2019 są Nikola Jokic, Bogdan Bogdanovic, Nemanja Bjelica, Boban Marjanovic i Milos Teodosic… Pozwólmy USA grać ich koszykówkę, my zagramy swoją. Kiedy się spotkamy, niech ich Bóg ma w opiece [Djordjevic] Rezygnacje z kadry? Witamy w klubie panie Popovich, to samo zdarzyło się nam parę razy w przeszłości. To samo zdarzyło się Grekom, Rosjanom, Francuzów, Hiszpanom… szczerze mówiąc nie obawiam się Amerykanów. KP nie miał w sobie tego czegoś Znany (głównie ze świata mieszanych sztuk walki) medialny aferzysta Ariel Helwani w swym najnowszym show pytał nowojorskiego rapera Action Bronsona o postać Kristapsa Porzingisa. – Nie dalej niż w listopadzie mówiłeś, żeby go sprzedać, wytransferować. Powiedz szczerze, nie byłeś fanem KP… Nie byłem. Wiedziałem. Możesz poznać, niektórzy goście nie mają tego w sobie. On nie miał w sobie Nowego Jorku. Znam kogoś, kto sprzedał temu gościowi trawę. Z tego co słyszałem, nie ma tego czegoś w sobie. – Czyli że co, że jest primadonną, że trudno się z nim gada… Mógłbym ci to powiedzieć po samej jego fryzurze, patrząc na miękkość jego skóry, skóra jego twarzy jest jak pupa niemowlaka. Patrzysz i wiesz, że używa wielu kosmetyków. Jego półka prysznicowa to jakieś 20 buteleczek, balsamów, olejków. Ja mam jeden czy dwa kosmetyki i wystarczy. Action Bronson mógł być nietrzeźwy wypowiadając te słowa, ale nie kwestionujcie jego autorytetu. Ten gość to legenda na ulicach NYC i nie tylko: Other NBA news -> Boogie Cousins wpadł na dzielnicę zobaczyć co słychać. Oczywiście chcieli go na parę dolarów oskubać więc ściągnął satynową koszulę i w klapkach utarł nosa ziomkom. Będzie z niego pożytek w przyszłym sezonie, spacing z pozycji centra zawsze mile widziany. -> Free agent Mike Beasley został właśnie ukarany 5 meczami zawieszenia za pozytywny test narkotykowy. Czy kogoś to jeszcze dziwi? Osobiście nie spodziewam się zatrudnienia B-Easy w kolejnym sezonie. -> Konkurs na najlepszą formę lata wygrywa w tym sezonie silny skrzydłowy Boston Celtics, 24-letni Semi Ojeleye: Dobrego dnia wszystkim! Święta. Impreza rodzinna. Obok ciebie siedzi wąsaty wujek Stefan, o którym wiesz tyle, że lubi sypnąć najmniej śmiesznymi żarcikami świata, w kółko gada coś o PGR-ach, a tak w ogóle „za jego czasów to było, nie to co teraz”. Po drugiej stronie ciocia Marysia, zapalona kibicka, która wciąż forsuje teorię, że gdyby nie zamknięty dach, to jednak byśmy na Euro tych Greków pyknęli. O czym tu z nimi gadać? Siłą rzeczy za chwilę braknie tematów. A wtedy przychodzi z ratunkiem on. Tekst, który jest w stanie przerwać każdą niezręczną że Dudka na mundial nie wzięli?Możemy wymieniać liczne sukcesy Pawła Janasa, ale w pamięci Polaków zapisał się głównie dlatego, że nie wziął na mundial Dudka. Argumentacja była w sumie do przyjęcia – Dudek mógł mieć pretensje głównie do siebie, skoro w kluczowym momencie stracił pierwszy skład w Liverpoolu. Janas tłumaczył, że dobry golkiper potrzebuje rytmu, ogrania, a tak w ogóle taka forma docenienia Boruca sprawi, że ten będzie bronił trzy razy lepiej. Z drugiej strony – reprezentacja nie miała wówczas takich nazwisk, jak dzisiaj. Z kadry wypadła największa gwiazda. Gość, który przecież dopiero co był na ustach całego świata, w najważniejszym meczu sezonu urządzając sobie potańcówkę na linii pola karnego. Na turniej nie pojechał także najlepszy strzelec eliminacji, Tomasz Frankowski. Siedem goli zapewniających miejsce na mundialu okazało się zbyt słabym argumentem. „Franek” przepadł w klubie (kompletnie nietrafiony transfer do Wolverhampton), więc Janas rozejrzał się za innymi napadziorami – na jego miejsce rzutem na taśmę wskoczył Paweł Brożek. Czy z tymi panami (a przecież burzę wzbudził także brak Kłosa) ugralibyśmy w Niemczech więcej? Pewnie nie. Wiemy natomiast jedno – sztukę wkurwiania społeczeństwa Janas opanował do legendarnych powołań minęło dokładnie dziesięć lat. Całe szczęście, że Nawałka oszczędził nam takich kontrowersji. Umówmy się, brak Szukały czy Mili to przy absencji Dudka i Frankowskiego pikuś.

ale że dudka na mundial nie wzieli